3 sierpnia po długich przygotowaniach ełczanin Aleksander Hirsztritt podjął udaną próbę bicia rekordu wysokości przy pomocy moto-paralotni. Po blisko 5 godzinach lotu wzniósł się na wysokość 6377 metrów n.p.m.


Dzięki rozmowie telefonicznej z Panem Aleksandrem Hirsztrittem możemy przybliżyć nieco więcej szczegółów dotyczących bicia rekordu wysokości. Poprzedni rekord odnotowany przez Federation Aeronautique Internationale mieszczącego się w Lozannie w Szwajcarii oficjalnie należał do lotnika z Francji. Ten w 2017 roku osiągnął wynik 5703 m n.p.m. 
Należy nadmienić, że popularny wśród znajomych 'Sasza' lata od około 10 lat i to nie tylko paralotnią, ale też szybowcami i wiatrakowcami. 

Bicie rekordu świata - kod eko alfa 51 strefa specjalna
Przygotowania do lotu oraz próby bicia rekordu trwały ok 2 lat. Dzień lotu został zgłoszony Państwowej Agencji Żeglugi Powietrznej, a obszar powietrzny (w przybliżeniu) Powiat Ełcki, Orzyski, Grajewski i Olecki został zabezpieczony na potrzeby moto-paralotniarza z Ełku. 

Taktyka i przygotowanie 
Ubrany w specjalny himalaistyczny kostium oraz bieliznę termiczno-elektryczną, wyposażony w aparaturę tlenową, z około dwudziestoma różnymi źródłami energii (duża ich część padła powyżej 5 tys. metrów) oraz 25 litrami paliwa wystartował ok 12:30 z trawiastego lądowiska w Makosiejach k. Pisanicy.

Lotnik z Ełku wybrał ryzykowną taktykę i w górnych partiach szukał noszenia w chmurach. W wielkim uproszczeniu to mogą one nieść statek powietrzny do góry np. 10 m/s w górę bez silnika. Tak jak można szybko zyskać na wysokości tak też można bardzo szybko stracić i zostać wyrzuconym w dół. Dodatkowo w chmurach występują silne turbulencje oraz bardzo silne szronienie, które może nawet zamrozić silnik. 
Pan Aleksander wykorzystał noszenie, ale jak sam wspomina trafił na taki "prąd duszący" i miał bardzo poważny problem aby się z niego wydostać... Wykres pokazuje jak z 2600 m spadł o ok 500 metrów. Podjęte ryzyko skutkowało sporą stratą i brakiem paliwa do jeszcze lepszego wyniku końcowego. 

Na 6 tys. metrów temperatura spadła do -29 stopni Celsjusza
Od około 4 tys. metrów trzeba było zacząć korzystać z aparatury tlenowej. Na tej wysokości do wznoszenia się trzeba było szukać zafalowań powietrznych i odpowiednio je wykorzystać. Końcowy wynik 6377 metrów n.p.m. będzie teraz rejestrowany w Międzynarodowej Federacji i jeśli wszelkie formalności zostaną dopięte to zostanie on oficjalnie uznany za Rekord Świata. Jak dodał pan Aleksander to rekord Francuza był już wcześniej przez niego pobijany. To znaczy był to nalot na poziomie 6070 m. podczas jednego z lotów technicznych. 

Wideo z Trajki ełczanina wykonane przy pomocy kamery 360 stopni. Widzimy koniec paliwa i lotu. 
Pozostał już tylko ok 20 minutowy powrót na lądowisko



Lotnisko w Makosiejach k. Pisanicy i Ełku




Więcej zdjęć w galerii 

Relacja Mazurskiego Stowarzyszenia Lotniczego (Facebook - pisownia oryginalna)

Światowy rekord wysokości lotu motoparalotnią z trajką PPGG pobity!
3 sierpnia 2019 roku nasz kolega Aleksander Hirsztritt "Sasza" po ponad roku przygotowań i prób wystartował o godzinie 12:30 z lotniska Makosieje EPEK swoją trajką Nirvana Instinct na skrzydle Dudek Cabrio by po ponad 4 godzinach lotu osiągnąć wysokość 6377m n.p.m. Sasza zabrał na lot 25L paliwa, które zużył całkowicie. Dodatkowo wykorzystał 2kg nitro do doładowania silnika oraz do oddychania 1kg tlenu.
Cały lot trwał 4:51 godziny. Na maksymalnej wysokości temperatura spadła do -29 st.C. Zamarzła większość sprzętu elektronicznego. Do końca pracował jedynie transponder, rejestrator i kamera 360, z której jest kilka ciekawych ujęć. Przed chłodem chroniło Saszę podgrzewane elektrycznie ubranie oraz specjalny puchowy kombinezon używany przez himalaistów.
Sam lot tylko na silniku jest mało ekonomiczny. Nasz kolega polował od długiego czasu na sprzyjające warunki dla szybowników, czyli dobre noszenia pod dużymi cumulusami oraz efekt falowy na większych wysokościach. Udało mu się to właśnie 3 sierpnia. Do 2km wykorzystywał dobre noszenia pod chmurami. Później była walka aby wznieść się wyżej. Próba przebijania się w chmurze zakończyła się poważnym oszronieniem i utratą kilkuset metrów. Wysokość była odzyskana dopiero po wyjściu ze strefy duszeń chmury. Od 5km była już fala, która dość szybko poniosła Saszę na ponad 6km. Gdyby nie walka o wysokość na 2km, zapewne paliwa starczyłoby na zrobienie większej wysokości.
Liczymy że Sasza nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i dalej będzie próbował pobić ale teraz już własny rekord.

W biciu rekordu wspierały go m.in.firmy Skyflar oraz Paranirvana Mirek Hołownia.