Polskie wioślarki Magdalena Fularczyk - Kozłowska oraz Natalia Madej przybyły do Ełku na zaproszenie Uczniowskiego Klubu Sportowego MOS EŁK oraz Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego. Dziś (20.06) wszyscy chętni mogli porozmawiać ze złotymi medalistkami na auli w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Ełku.


Złoty medal olimpijski jest marzeniem każdego sportowca.
Właśnie po takie wyróżnienie sportowe sięgnęły w 2016 roku wioślarki Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj. Podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro polska kobieca dwójka wywalczyła pierwsze złoto w historii kobiecej osady. 

Dziś (20.06) każdy, kto obserwuje karierę sportową wioślarek mógł bezpośrednio zadać im pytanie na spotkaniu, które odbyło się na auli w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania  w Ełku. Nasze złote medalistki z Rio de Janerio opowiadały m.in. o Igrzyskach Olimpijskich i o przygodzie ze sportem.

Spotkanie poprowadziła trenerka wioślarstwa w Ełku Magdalena Święcińska.

Dziewczyny siłę swojego debla opierają na świetnym dograniu się, dogadywaniu się bez słów. W ich osadzie szlakowym jest Magdalena, to ona decyduje o jakości wiosłowania. Natomiast drugim zawodnikiem czyli tzw. noskowym jest Natalia, która odpowiada za moc i szybkość płynięcia osady przekazując jej swoją energię. 



Poniżej przedstawiamy fragmenty ze spotkania z wioślarkami.


Magdalena Święcińska: Pamiętam sytuację, gdy po igrzyskach olimpijskich w Londynie Magdę zwożono na wózku, żeby odebrała medal. Pojechała wyścig życia, ale nie miała już sił, żeby wyjść z łódki. Służby medyczne musiały jej pomóc w momencie, gdy miała odebrać nagrodę. Magda, czy w takim razie sport to zdrowie?

Magdalena Fularczyk-Kozłowska: Faktycznie w Londynie zabrakło mi sił, by wysiąść z łódki. W Rio na szczęście wózek nie był potrzebny. Sił starczyło jeszcze na cieszenie się i skakanie na podium. Pomimo tego, że Rio tak pięknie się skończyło, ta droga nie była usłana różami, wręcz przeciwnie była wyboista. Wśród wielu momentów radości takich jak medale Mistrzostw Świata czy też dwukrotne Mistrzostwo Europy pojawiły się również momenty kontuzyjne. Kontuzje najczęściej były moje. Na szczęście dzięki opiece medycznej mogłyśmy dalej realizować cele. Dlatego po przepłynięciu mety byłyśmy najszczęśliwszymi kobietami na świecie.

Magdalena Święcińska: Natalia, ile lat trenujesz i jak doszło do tego, że wsiadłyście z Magdą na łódkę?

Natalia Madej: W tym roku minie 14 lat odkąd wsiadłam na łódkę wioślarską i zaczęłam przygodę z wioślarstwem. Wcześniej, praktycznie od szkoły podstawowej w moim życiu zawsze był obecny sport. Brałam udział w różnego rodzaju zawodach sportowych, spartakiadach, olimpiadach młodzieży. Myślę, że to była dobra baza i podstawa do tego, aby później mając już lat 15 zacząć wiosłować. Przygodę z tym sportem rozpoczęłam w Wałczu, gdzie znajduje się Centralny Ośrodek Sportu - Ośrodek Przygotowań Olimpijskich. Z Magdą poznałyśmy się właśnie tam. 
Razem spotkałyśmy się w dwójce na Młodzieżowych Mistrzostwach Świata, gdzie zdobyłyśmy brązowy medal. Już wtedy wiedziałyśmy, że kiedy siadamy razem na łódkę to świetnie się rozumiemy i nie potrzebowałyśmy dużo czasu, żeby się zgrać. Ponadto zawsze byłyśmy sumienne, waleczne i stawiałyśmy sobie wysoko poprzeczkę. 

Magdalena Święcińska: Słyszałam, że macie hasło "żuraw", które gdy pada zaczynacie jechać na maksa. Czy zdarzył się taki bieg w waszym życiu, kiedy nie miałyście sił użyć tego hasła?

Magdalena Fularczyk-Kozłowska: Nie, bo my na tego "żurawia" zawsze czekamy. To jest takie magiczne hasło, bo już wtedy wiemy, że jest mniej do mety niż powinno być. Trenując i pływając na łódce nie da rady rozmawiać pełnymi zdaniami, bo brakuje tchu, dlatego trzeba mieć krótkie hasła. Podczas zawodów w Belgradzie w 2014 roku, zamiast mówić " 750 metrów do mety", gdzie normalnie nie starczyłoby mi tchu, powiedziałam "żuraw", ponieważ mniej więcej na tej odległości zobaczyłam żuraw do skoków na bungee. I tak już zostało.

Według dziewczyn ich życie po zdobyciu złota olimpijskiego zmieniło się. Mają jeszcze mniej czasu niż wcześniej, ponieważ uczestniczą w różnego rodzaju eventach. Są też bardziej rozpoznawane. Ale przede wszystkim są bardziej spełnione jako sportowcy.
Niedługo minie rok od igrzysk w Rio. Czas ten wioślarki poświęciły na odpoczynek, na czas z bliskimi oraz na podjęcie decyzji co dalej z ich karierą. Sportsmenki zapewniają, że na przełomie września i października oficjalnie poinformują czy nadal będą startować w zawodach wioślarskich.


Spotkanie z Magdaleną Fularczyk-Kozłowską oraz Natalią Madaj odbyło się w ramach projektu „Trening z Mistrzyniami”, który dofinansowany jest z budżetu Miasta Ełku.