W błękitnym żuku z 1996 roku przejechali już około 3000 kilometrów. Pół godziny przed zakończeniem rajdu dotarli do mety Złombola, zlokalizowanej w hiszpańskim Kraju Basków. Teraz zmęczeni, ale szczęśliwi wracają do domu, aby po zasłużonym odpoczynku przygotowywać się do kolejnego charytatywnego wyścigu za rok. O przebiegu wyprawy rozmawiał z nami Patryk Bursiewicz stanowiący jedną szóstą ekipy Żuka Żulika. To jemu w dużej mierze zawdzięczamy zdjęcia oraz materiały video które będziemy mogli zobaczyć wkrótce.


W tegorocznej 11. edycji Złombola wzięło udział 530 ekip z całej Polski. Wśród nich trasę dzielnie pokonywał Żuk Żulik, który z Ełku wyruszył w ostatni dzień sierpnia. Dzięki ofiarności ełckich firm: HardplastElkbusFalaDar-techMulti EłkGamamKwadrat - Nowa KuchniaChef Expert, oraz Marcin Laskowski Fizjoterapia 6-osobowa ekipa z błękitnego żuka mogła przyczynić się do uzbierania na szczytny cel znacznej sumy pieniędzy. W tym roku Złombol zebrał łącznie 1 011 301,00 złotych, które zostaną przekazane dzieciom z domów dziecka na zakup potrzebnych artykułów. Wyprawa była technicznie trudna, jednak załoga żuka jednogłośnie potwierdza, że dla takiej przygody warto było brać udział w rajdzie.


- Patryk, ile w sumie kilometrów przejechaliście?
- W tej chwili zrobiliśmy około trzech tysięcy kilometrów.

- Podróż przebiegła zgodnie z planem?
- Pomyślnie nie poszło, bo po drodze ciągle psuło się nam auto. Ale w tym rajdzie to jest chyba najlepsze, że auta się psują, naprawia się je i jedzie dalej. Nam szczęśliwie się udało, że nie przytrafiła się nam duża awaria. Właściwie to mieliśmy cały czas problem z ładowaniem akumulatora. Dziś pomogła nam inna złombolowa ekipa ludzi i teraz wszystko działa jak powinno.

- Co jeszcze się psuło?
- Głównie akumulator, ale nie działał też wentylator od chłodnicy. Tak naprawdę w pewnym momencie wszystko nam siadło i nie mogliśmy dalej jechać, bo nie mieliśmy żadnych czujników. 

- To było najtrudniejsze?
- Usterki były dla nas trudne, tym bardziej, że nikt z nas nie jest mechanikiem. Nie mieliśmy też miernika do pomiaru prądu. Na szczęście znalazł się ktoś, kto go miał, a później inna osoba nam pomogła i ogarnęliśmy sytuację.

- A co było najprzyjemniejsze?
- Wspaniali ludzie, którzy pomagali nam za każdym razem, gdy coś działo się z żukiem. Uczestnicy Złombola mają wielkie serca i każdy każdemu pomaga. Tak samo my zatrzymywaliśmy się, gdy widzieliśmy, że ktoś potrzebuje pomocy. W ostatni dzień przed końcem, 200 kilometrów przed metą ściągaliśmy jedno auto na linkę. Obawialiśmy się, że nie damy rady, ale udało się. 

- Komu pomogliście?
- To była Łada ekipy z Kielc.

- Wiesz ile ekip nie dojechało?
- Wiem, tylko że dużo (śmiech). Po drodze często mijaliśmy kogoś, kto jechał na lawecie. To było też widać na mobilnej aplikacji złomboli, na której załogi pisały między sobą i zgłaszały awarie.

- Jechaliście nocą?
- Tak, praktycznie ciągle jechaliśmy. Mieliśmy też dużo opóźnień przez te naprawy, także staraliśmy się nadrabiać trasę w nocy. Musieliśmy się spieszyć. Koniec rajdu zaplanowano na środę o 18:00. My przybyliśmy na metę o 17:30.

- Jechaliście trasą, którą planowaliście od początku?
-Nie, mieliśmy jechać do Paryża, ale przez to, że mieliśmy już jeden dzień opóźnienia musieliśmy z tego zrezygnować. Przez to też mało zwiedziliśmy. Ale za to pozwiedzamy teraz w drodze powrotnej.

- Co chcecie zobaczyć?
- Na pewno San Sebastian w Hiszpanii, później pojedziemy w dół do Włoch i może Austrii. Następnie na pewno pojedziemy do Monachium i przez Niemcy albo Czechy do Polski.

- Za rok wyruszycie ponownie w Złombolu?
- Tak, teraz mam marzenie, żeby również kupić takie auto i pojechać większą ekipą ludzi.

- Jakie rady masz dla tych, którzy chcieliby pojechać po raz pierwszy?
- Na pewno dobrze się przygotować, poczytać o tym jak należy do tego podejść. My myśleliśmy, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani, a okazało się, że jednak słabo. Ale po to jedzie się ten pierwszy raz, żeby zdobyć doświadczenie i następnym razem zrobić to lepiej.

Złombolowej ekipie z Żuka Żulika gratulujemy osiągnięcia celu i życzymy szczęśliwego powrotu do domu!
Wideo z rajdu Żuka Żulika już wkrótce! 


W żuku jest bardzo gorąco, wysoka temperatura z komory silnika przedostaje się do kabiny. Więcej fotografii z podróży poniżej oraz w galerii. 


Obóz


W podróży


Zatoka Biskajska - Ocean Atlantycki 


Słoneczna Hiszpania