Wbrew obawom egzaminy gimnazjalne się odbyły. Obecnie pod dużym znakiem zapytania stoją egzaminy maturalne, które nieubłagalnie zbliżają się wielkimi krokami.


Do matur mogą przystąpić uczniowie, którzy otrzymają świadectwa ukończenia szkoły, za co bezpośrednio odpowiedzialni są nauczyciele, wystawiający oceny końcowe. To rada pedagogiczna może umożliwić podopiecznym podejście do egzaminów maturalnych, o czym mowa jest w art. 44 ustawy o systemie oświaty i rozporządzenie MEN w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów.

Dyrektor jednej z łódzkich szkół, potwierdza, że żaden dyrektor nie może samodzielnie podjąć decyzji o dopuszczeniu przyszłych maturzystów do egzaminów.

"Jeśli z powodu strajku nie będzie na radzie kworum, to uczniowie nie będą klasyfikowani i nie dostaną świadectw. Będą musieli powtarzać rok. Chyba, że minister wyda w tej sprawie jakieś rozporządzenie i da takie kompetencje dyrektorom. Teraz rozporządzenia pisze się szybko, może zdąży" dodaje z sarkazmem.

Klasy maturalne kończą rok szkolny 26 kwietnia. Jeśli do tej pory rząd nie dojdzie do porozumienia ze strajkującymi, może powstać naprawdę wielki problem.

Rady klasyfikacyjne pod znakiem zapytania
Rady klasyfikacyjne, które są odpowiedzialne za dopuszczenie do matury, mogą nie zostać powołane, a co za tym idzie – matury się nie odbędą.

Pewna nauczycielka z Mińska Mazowieckiego w swoim liście informuje, że w jej szkole, nauczyciele jednogłośnie szykują się do nieklasyfikowania tegorocznych maturzystów. Wiąże się to bezpośrednio z niedopuszczeniem młodzieży do matur. Decyzja wiąże się z tym, że zwołanie rady i wystawienie końcowych ocen rocznych, byłoby typowym zawieszeniem strajku. Ostatecznie zdania są podzielone. Jest wielu nauczycieli, którzy opowiadają się jednak za odbyciem egzaminów maturalnych, a inni próbują wpłynąć na zmianę ich decyzji i nawołują do lojalności wobec kolegów i koleżanek po fachu.

"My dzisiaj podjęliśmy jednogłośną decyzję, że wstrzymujemy klasyfikację trzecich klas" pisze nauczycielka z warszawskiego liceum im. M. de Cervantesa.

Anita Omelańczuk, która jest dyrektorem wspomnianej szkoły, nie potwierdza słów nauczycielki, przyznaje jednak, że jest to bardzo napięty i trudny czas dla całej oświaty.

Prezes ZNP Sławomir Broniarz, skomentował podczas czwartkowej konferencji, całą sytuację i planowane nieodbycie się matur.

"Moje osobiste zdanie jest takie, że nie należy młodzieży zdającej egzaminy maturalne blokować dostępu do tego egzaminu" wyraził swoje zdanie szef ZNP.

Ministerstwo jednak nie pozostaje bez odpowiedzi na domniemane pogłoski. Aktywnie szukają rozwiązania, które pomoże przeprowadzić matury bez klasyfikacji. „Dziennik Gazeta Prawna", który ma swoich informatorów w MEN, donosi, że prawdopodobnie będzie możliwość dopuszczenia maturzystów do egzaminów, niezależnie od ich wyników w nauce.

Tak naprawdę okazuje się, że wszystko jest w rękach strajkujących. Umożliwienie uczniom podejścia do egzaminu bez wystawienia świadectw, brzmi nieprawdopodobnie, jednak może to się okazać nieuniknioną koniecznością…

Możliwy strajk okupacyjny?
Większość nauczycieli twierdzi, że w tej rozgrywce trzeba grać ostro. Jeśli teraz poddaliby się i odpuścili, cała sprawa byłaby z góry skazana na niepowodzenie.

Możliwy jest nawet całkowity strajk okupacyjny, który doprowadzi do zupełnej blokady szkół. W tym przypadku nikt nie będzie miał wstępu na ich teren, włącznie z pracownikami administracyjnymi Władze ZNP ostro krytykują powyższy pomysł, mówiąc wprost, że jest on nielegalny.

"Nie możemy tego zrobić, jako związek musimy chronić naszych strajkujących kolegów" mówi Krzysztof Baszczyński.

Jak długo potrwa strajk – na to pytanie odpowiedzi nie zna nikt. Jeśli jednak protestujący i rząd nie dojdą szybko do porozumienia, mogą zacząć się prawdziwe komplikacje.

Konfrontacja maturzystów ze strajkującymi nauczycielami w Szczecinku