Policja nie będzie już musiała zatrzymywać prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym czy przewożenie zbyt wielu pasażerów. Kierowca zachowa dokument, jeśli złamał prawo, by ratować ludzkie życie lub zdrowie. Dotychczas za takie wykroczenie bezwzględnie się je traciło na trzy miesiące.


Po nowemu

Od 22 czerwca obowiązują nowe przepisy dotyczące zatrzymywania prawa jazdy. Zostały one znowelizowane na skutek inicjatywy Rzecznika Praw Obywatelskich z 2015 r. oraz decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 2016 r. i dobrej woli grupy senatorów, którzy opracowali ten projekt. Teraz nowe i obowiązujące już przepisy nie nakazują zatrzymywania prawa jazdy za przekroczenie w terenie zabudowanym dozwolonej prędkości o ponad 50 km na godzinę bądź przewożenie większej liczby osób, niż pozwala na to wpis w dowodzie rejestracyjnym jeśli policjant uzna, że kierowca działał w stanie wyższej konieczności.

Dotychczas policjanci mogli wprawdzie w takiej sytuacji zrezygnować z nałożenia mandatu, ale nie mogli zostawić kierowcy prawa jazdy z wyjątkiem sytuacji gdy kierowca poprosił patrol policji o asystę i pod jego „opieką” łamał przepisy.  Jak mówi nadkomisarz Radosław Kobryś z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji - Teraz, gdy policjant stwierdzi, że kierowca działa w stanie wyższej konieczności zostawi mu prawo jazdy. Sporządzi jednak notatkę służbową i opisze przez radio sytuację dyżurnemu, a te rozmowy są nagrywane.


- Jeśli jednak kierowca poinformuje policjanta o stanie wyższej konieczności, a policjant będzie miał co do tego wątpliwości, prawo jazdy wprawdzie zostawi kierowcy, ale policja podejmie czynności wyjaśniające. Jeżeli działanie w stanie wyższej konieczności się nie potwierdzi, kierowca dostanie mandat, a starosta na podstawie policyjnych informacji zawiesi uprawnienia kierowcy na trzy miesiące – dodał Radosław Kobryś.

Kiedy wyższa konieczność?
O stanie wyższej konieczności kierowca można mówić wtedy, gdy podejmuje próbę ratowania zdrowia lub życia i dlatego lamie przepisy. Tak się dzieje gdy np. wiezie do szpitala rodzącą kobietę czy rannego lub chorego, który wymaga szybkiej interwencji lekarskiej. Stanem wyższej konieczności jest również sytuacja, gdy kierowca zabierze więcej pasażerów niż na to zezwalają parametry samochodu, ratując ich w ten sposób np. przed pożarem czy burzą z intensywnymi wyładowaniami.

Przepisy za stan wyższej konieczności uważają również sytuację, w której kierowca ratuje dobro, czyli mienie, o większym znaczeniu niż środek wykorzystany w celu jego ratowania. Strażak z OSP może więc przekroczyć prędkość, gdy jedzie na wezwanie, choć nie wie czy w czasie akcji będzie ratował życie i zdrowie, czy tylko mienie pogorzelców.

Wyjście awaryjne
To oczywiste, że będą się zdarzały przypadki, gdy kierowcy będą próbowali wykorzystać nowe przepisy, żeby uniknąć konfiskaty prawa jazdy. Oto przykłady, kiedy sądy odmówiły usprawiedliwienia kierowców, którzy tłumaczyli swoje wykroczenia stanem wyższej konieczności. W 2013 r. sąd w Lublinie nie zgodził się z wyjaśnieniem kierowcy, który twierdził, że prowadził samochód choć był nietrzeźwy, bo chciał pomóc choremu dziecku. W 2016 r. sąd w Łukowie nie uznał tłumaczenia kierowcy, również pijanego, który przekonywał, że ze względu na stan zdrowia musiał zażyć sześć tabletek i popił je piwem.

W 2014 r. w Olszynie kierowca tłumaczył, że wyprzedzał na skrzyżowaniu i przejściu dla pieszych dlatego, bo musiał wyprzedzić jadący przed nim samochód, którego kierowca dziwnie się zachowywał i stwarzał zagrożenie. Sąd uznał, że wystarczyło, by kierowca się zatrzymał. W 2016 r. sąd w Gliwicach nie dał wiary kierowcy, który stał w niedozwolonym miejscu, bo chciał udzielić pomocy dziecku, które zimą długo przebywało poza domem i miało objawy hipotermii. Sąd stwierdził, że w takiej sytuacji kierowca powinien udać się do szpitala, a nie do restauracji.

W 2017 r. przed poznańskim sądem odpowiadała kobieta, która postój na „kopercie” przy stacji paliw tłumaczyła nagłą utratą przytomności syna, który był jej pasażerem. Z monitoringu jednak wynikało, że kobieta nie wzywała pomocy tylko czekała w kolejce po hot doga. W 2016 r. łódzki sąd odrzucił tłumaczenie kierowcy, który przekroczył dopuszczalną prędkość, bo, jak powiedział, musiał zawieźć żonę do szpitala z powodu dolegliwości związanych z miesiączką.

Nowe przepisy trochę udoskonalają prawo obowiązujące od 2015 r. Musimy się jednak liczyć się z tym, że kierowcy będą próbowali ich nadużywać by wytłumaczyć się z wykroczeń i uniknąć zatrzymania prawa jazdy, powołując się na stan wyższej konieczności. Odróżnienie takich przypadków może być dla policji dość kłopotliwe.