Minister Finansów chciałby ściągać podatek od towarów i usług (VAT) od zakupów w internetowym chińskim sklepie, ale nie ograniczyć przy tym sprzedaży w Aliexpressie.

Już 4-5 mln Polaków kupuje na „chińskim Allegro”, czyli serwisie zakupowym Aliexpress, który jest większy niż amerykański gigant Amazon. W serwisie, który należy do Jacka Ma, najbogatszego Chińczyka, właściciela Alibaba Group, można kupić wszystko: od wtyczki USB za dolara po elektronikę za kilka tysięcy dolarów. Oferowane tam produkty są niedrogie, nie zawsze mają nazwy producentów, a jeśli już, to są to nazwy, których żaden Europejczyk nie zdoła wymówić, albo wprost będące podróbkami. „Często nie są najwyższej jakości, ale nie trudno też znaleźć tu egzemplarze z logo Ray-Ban itp.
Robiąc zakupy na Aliexpress, można obejść obowiązek zapłacenia VAT-u, gdy zadeklarujemy, że zamówiony produkt jest wart mniej niż 22 euro (lub 45 euro, jeśli zadeklaruje się, że jest to „prezent”). Tak się dzieje we wszystkich niemal krajach unijnych, z wyjątkiem Polski i Francji. U nas taki przepis nie obowiązuje i VAT teoretycznie trzeba zapłacić zawsze.
Polska skarbówka na razie przymyka oko na fakt, że deklarujemy niską zawartość paczki i VAT-u nie płacimy. Przynajmniej na razie.
Ministerstwo Finansów chce jednak ukrócić ten proceder. Ale chce to zrobić tak, żeby nie zniechęcić Polaków do robienia zakupów u chińskiego giganta.
Rząd nie chce pozbawiać Chińczyków polskich klientów, bo, tak jak cała Europa, ma nadzieje na dobre kontakty gospodarcze z Państwem Środka. Chiny inwestują w Europie coraz więcej i najpewniej ten trend będzie się nasilał. Powstać ma nowy jedwabny szlak, korytarz handlowy z Azji na Stary Kontynent. Polska też chce na tym skorzystać.
- Potrzebne jest narzędzie informatyczne dla aparatu skarbowego i kupującego, które będzie proste w obsłudze. Nabywca deklarowałby wartość sprowadzanego towaru, a system weryfikowałby poprawność danych, linkując do internetowego sklepu - tłumaczy pracownik resortu finansów, który chce zachować anonimowość.